Freitag, 30.07.2010
Sie befinden sich hier:
WDR.de
Funkhaus Europa
Sendungen
Polski Magazyn Radiowy
Drohobycz w Berlinie
Bruno Schulz, Drohobycz i zaginiony świat sztetl są tematem wystawy w berlińskiej Galerii Beletage. Ekspozycja, zorganizowana przez Towarzystwo Niemiecko-Polskie w Berlinie, cieszy się ogromnym zainteresowaniem publiczności. Wystawa czynna będzie jeszcze do końca marca. Na wernisażu była Elżbieta Stasik.
Imprezy bardzo aktywnego Towarzystwa Niemiecko-Polskiego w
Berlinie zawsze cieszą się dużym powodzeniem, tym razem jednak
zainteresowanie publiczności przeszło wszelkie oczekiwania.
Magnesem był Bruno Schulz i Drohobycz, jako ucieleśnienie
mistycznego sztetla, utrwalony w akwarelach lubelskiego malarza
Bartłomieja Michałowskiego a przede wszystkim Alfred Schreyer,
śpiewak, skrzypek, były nauczyciel muzyki, człowiek-legenda. Jego
recital cieszył się takim zainteresowaniem, że odbyły się dwa
koncerty, każdy przy pękających w szwach sali. 87-letni dziś Alfred
Schreyer, uroczy, szpakowany pan, były nauczyciel muzyki jest
śpiewakiem, skrzypkiem, razem z towarzyszącym mu od 15 lat
akordeonistą Tadeuszem Serwatko przybliża i przypomina publiczności
trochę nostalgiczny, ale zawsze pełen humoru świat minionego,
wielokulturowego tygla, jakim był sztetl. Śpiewa w jidysz, po
polsku, niemiecku, rosyjsku, ukraińsku. Słuchacze są pod
wrażeniem:
"Wspaniały, fantastyczny. Forma tych panów naprawdę zwala z nóg, ta
radość, energia, z którą śpiewają, niezależnie od wszystkich
tragicznych przeżyć, które mają za sobą. Jestem pod wielkim
wrażeniem, zadowolona, ale jednocześnie bardzo wzruszona".
Obydwaj artyści żyją w Drohobyczu. Tadeusza Serwatko, pochodzenia żydowskiego uratowała matka, która oddała go pod opiekę polskiej rodziny. Przeszedł na katolicyzm, matki nigdy więcej nie widział. Alfred Schreyer, który wrócił do swojego rodzinnego miasta po wojnie, po pobytach w trzech obozach koncentracyjnych i marszu śmierci, który cudem przeżył, jest ostatnim z przedwojennych żydowskich mieszkańców Drohobycza. Jest też jednym z ostatnich uczniów genialnego drobobyczanina, Brunona Schulza. Wspomina go jako niezwykłego, bardzo skromnego człowieka. Pamięta też "czarny czwartek" 19 listopada 1942 roku i "polowanie" hitlerowców na żydowskich mieszkańców Drohobycza. Tego dnia zginął też Bruno Schulz, zastrzelony przez Karla Guenthera, tego samego, w którego domu ozdabiał ściany dziecięcego pokoju baśniowymi malowidłami.
O tamtych czasach Alfred Schreyer nie lubi jednak mówić. Jego
życiem jest muzyka:
"Ten wieczór, to było wydarzenie w moim życiu. To było niesłychane.
Ja uwierzyłem, że jadę do Berlina, kiedy wsiadłem do samolotu.
Przecież on to kiedyś zaproponował zeszłego roku i ja tego poważnie
nie przyjąłem. To jest niesłychane, na zawsze pozostanie w mojej
pamięci. Wspaniałe to wszystko, niezapomniane."
Pomysł ściągnięcia Artura Schreyera do Berlina miał Robin
Lautenbach, były korespondent ARD w Polsce, od powrotu do Berlina
członek Niemiecko-Polskiego Towarzystwa:
"Były dwa aspekty. Jeden, to odkrywanie dzisiaj przez młodych
Polaków tego zgładzonego na wschodzie Europy, dawnego żydowskiego
świata, co dla nas Niemców jest bardzo ważne i drugi aspekt, już
mój prywatny - kiedy przyjechałem do Polski uświadomiłem sobie, że
Europa nie kończy się na Odrze, też nie na Bugu, że także dalej są
inne kraje, inne kultury, też nasi sąsiedzi".
Owocem pobytów Robina Lautenbacha na polsko-ukraińskim
pograniczu był film o Brunonie Schulzu, przygotowany dla RBB i
przede wszystkim przyjaźń z Alfredem Schreyerem, i Bartłomiejem
Michałowskim z Lublina, artystą malarzem, współzałożycielem
Stowarzyszenia Festiwalu Brunona Schulza odbywającego się co dwa
lata w Drohobyczu. Akwarele Bartłomieja Michałowskiego, podobnie
jak muzyka zatrzymujące dla nas miniony świat sztetla zaludnione są
cieniami jego dawnych mieszkańców:
"Te cienie, które się pojawiają w obrazach moich, są jakby po
części ze świata tego, ale już nieistniejącego. One symbolizują
świat, który odszedł, który został zgładzony w II wojnie światowej
tak jak ta Atlantyda, ale one pokazują nam i pokoleniom
współczesnym i przyszłym, że ten świat Żydów, którzy żyli obok nas
tutaj przez wiele wieków istniał. To są jakieś oniryczne postacie,
gdzieś rozpływające się we mgle, które symbolizują ten świat, który
od nas już odszedł, wydaje się, niestety, chyba na zawsze".
AutorIn: Elżbieta Stasik
Drohobycz w BerlinieDer WDR ist nicht für die Inhalte fremder Seiten verantwortlich, die über einen Link erreicht werden.